Ledwo 9:56, halo, wszyscy ludzie śpią. To przecież środek nocy. A ja wzięłam w łapy Maksa i zaczęłam pisać. Mieliście kiedykolwiek tak, że ktoś Wam narzucał słuchanie swojej muzyki? Miałam tak raz w życiu, nienawidzę tego. Tak obrzydził mnie pewien rodzaj utworów, że do tej pory mam wielkie trudności, by cokolwiek przesłuchać. Moje spotkanie z muzyką nie było cudowne, jak to często słyszę - puszczane od dziecka utwory, blabla. Wiecie, że jako dzieciak kochałam muzykę disco polo? Uwielbiałam ją, tańczyłam do niej, taka wielka miłość. Obecnie jej dziko nie cierpię. Bawiłam się również rapem. Pamiętam jak siedziałam z koleżanką pod blokiem, plotłyśmy sobie bransoletki z muliny i słuchałyśmy... no tak, Pezeta, Peji, Picha. Szaleństwo. Był okres na pop, później rock. Nie wiem sama skąd to się wzięło. Nigdy ostrzejszą muzyką się nie interesowałam, a tu proszę. Na początku lżejsze utwory, następnie takie, że siedząc zamknięta w pokoju, mami darła się, bym wyłączyła to cholerstwo. Mocno pokochałam tę muzykę. Dwie koszulki z zespołami, typowe ubranie bruda. Kolejne ciężkie brzmienia, ćwieki, ciężkie buty, ciężki makijaż. Choszki stały się maleńką gotką z oczkami jak panda. To trwało długo, naprawdę. A później poof, przeszło, tyle.
Rozpoczęła się era dubstepu. Na początku uważałam to za najgorszą muzykę, jakieś piski, trzaski i wiercenie w ścianie. I jakoś to polubiłam. Nowe utwory, power taki, że ja pierniczę.
Tylko, komuś się to nie spodobało. To przez gówniana muzyka. Więc pod przymusem wysłuchiwałam albumów Metalliki i innego dziadostwa. Obecnie jest mi ciężko słuchać nawet AC/DC, na które miałam wielki crush. Znienawidziłam tę muzykę.
Kolejny był powrót do rapu. Tu jestem obecnie teraz. Zadomowiona, jest mi miło i ciepło. Słucham przeróżnego rapu. Czasem z głębszym tekstem, czasem typowego pierdolenia. Nie ma wyśmiewania się, bo ktoś nie zna płyty, czy biografii autora, co często bywało wcześniej z metalem. Są utwory, których nie lubię, są takie, przy których wyję z uśmiechem, jak i takie, gdzie po prostu płaczę. Muzyka wspomnień, właśnie taka jest.
Muzyka w związkach, dla mnie była niebezpieczna, teraz zmieniłam swoje pojęcie. Jeśli dwoje ludzi słucha różnej muzyki, to jak dwie rzeki. Możesz wejść i się rozejrzeć, ale nie rób bałaganu. Jeśli Ci się nie podoba - wróć do swojej wody.
To naprawdę nie jest trudne.
...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz