sobota, 27 września 2014

Ledwo 9:56, halo, wszyscy ludzie śpią. To przecież środek nocy. A ja wzięłam w łapy Maksa i zaczęłam pisać. Mieliście kiedykolwiek tak, że ktoś Wam narzucał słuchanie swojej muzyki? Miałam tak raz w życiu, nienawidzę tego. Tak obrzydził mnie pewien rodzaj utworów, że do tej pory mam wielkie trudności, by cokolwiek przesłuchać. Moje spotkanie z muzyką nie było cudowne, jak to często słyszę - puszczane od dziecka utwory, blabla. Wiecie, że jako dzieciak kochałam muzykę disco polo? Uwielbiałam ją, tańczyłam do niej, taka wielka miłość. Obecnie jej dziko nie cierpię. Bawiłam się również rapem. Pamiętam jak siedziałam z koleżanką pod blokiem, plotłyśmy sobie bransoletki z muliny i słuchałyśmy... no tak, Pezeta, Peji, Picha. Szaleństwo. Był okres na pop, później rock. Nie wiem sama skąd to się wzięło. Nigdy ostrzejszą muzyką się nie interesowałam, a tu proszę. Na początku lżejsze utwory, następnie takie, że siedząc zamknięta w pokoju, mami darła się, bym wyłączyła to cholerstwo. Mocno pokochałam tę muzykę. Dwie koszulki z zespołami, typowe ubranie bruda. Kolejne ciężkie brzmienia, ćwieki, ciężkie buty, ciężki makijaż. Choszki stały się maleńką gotką z oczkami jak panda. To trwało długo, naprawdę. A później poof, przeszło, tyle.
Rozpoczęła się era dubstepu. Na początku uważałam to za najgorszą muzykę, jakieś piski, trzaski i wiercenie w ścianie. I jakoś to polubiłam. Nowe utwory, power taki, że ja pierniczę.
Tylko, komuś się to nie spodobało. To przez gówniana muzyka. Więc pod przymusem wysłuchiwałam albumów Metalliki i innego dziadostwa. Obecnie jest mi ciężko słuchać nawet AC/DC, na które miałam wielki crush. Znienawidziłam tę muzykę.
Kolejny był powrót do rapu. Tu jestem obecnie teraz. Zadomowiona, jest mi miło i ciepło. Słucham przeróżnego rapu. Czasem z głębszym tekstem, czasem typowego pierdolenia. Nie ma wyśmiewania się, bo ktoś nie zna płyty, czy biografii autora, co często bywało wcześniej z metalem. Są utwory, których nie lubię, są takie, przy których wyję z uśmiechem, jak i takie, gdzie po prostu płaczę. Muzyka wspomnień, właśnie taka jest.
Muzyka w związkach, dla mnie była niebezpieczna, teraz zmieniłam swoje pojęcie. Jeśli dwoje ludzi słucha różnej muzyki, to jak dwie rzeki. Możesz wejść i się rozejrzeć, ale nie rób bałaganu. Jeśli Ci się nie podoba - wróć do swojej wody.
To naprawdę nie jest trudne.

...

sobota, 20 września 2014

Jest dobrze! Zalatany wczoraj dzień, ciągle się z kimś spotykałam, coś robiłam, ni chwili wytchnienia. Jak to ktoś powiedział, takie życie 'gwiazdy', niezniszczalne. Poznałam Cleo, częstochowską lesbę celebrytkę. B| Jeju, to takie kochane maleństwo, naprawdę. Dostałam piękną bransoletkę, pachnie ona męskimi perfumami, od niej. Cudo. Razem z Cleosiem poznałam też Mai, Polę. 
Dzisiaj miałam jechać na wieś, ale to jeszcze niepewne jest. Chcę tam jechać, stęskniłam się. Od Odmieńca mam pożyczony elektroniczny papieros. Zakochałam się w nim, siedzę i bawię się dymem jak mała dziewczynka. W poniedziałek wyjazd do Warszawy. Badania, trochu się boję, ale wiem, że dam radę. 
Ja się zbieram, bo nadal w piżamie siedzę. Czesia!

czwartek, 18 września 2014

Wszędzie wszyscy trują, a ja, jako iż ładnie podpisałam moje dzieła, tak mogę je tu udostępnić. Chyba mam ochotę napisać coś ładnego i mądrego. Ale jest zbyt głodna. Idę oglądać serial.

sobota, 13 września 2014


Mając możliwość zamieszkania w świecie bajki, którą wybierasz?



Otóż, panowie i panie, byłaby to bajka Alicja w Krainie Czarów. Może tytuł znajomy, lecz byłaby ona po prostu patologiczna. Postacie byłyby niby te same, lecz gdyby się bardziej przyjrzeć, są kompletnie inne. Kapelusznik, alkoholik. Wciąż z butelką, wpatrzony w Alicję, która jest jednocześnie tak blisko, a tak daleko. Biały Królik, maleństwo, które boi się wszystkiego. Mimo tego, trwa przy Alicji, pomaga jej, potrafi się postawić i się obronić, jeśli najdzie taka potrzeba.
Biała królowa, dla Alicji jak siostra. Akceptuje każde jej pomysły, jest dla niej Aniołem Stróżem. 
Absolem, ktoś, kogo tak naprawdę nigdy nie widziała, ktoś z wieloma wadami, ktoś, kogo może nie rozumie, w swojej prostocie. Bardzo dla niej ważny, z dobrym gustem muzycznym.
Zając Marcowy, może jest dla innych nienormalny, może zły, może uważają go tylko za ćpuna, ale tak naprawdę Alicja bardzo go lubi. Nie zwraca uwagi na gadanie innych, lubi jak śpiewa.
Mniamałyga, tak naprawdę powinna być facetem, ale nieważne. Lubi Alicję, może nawet ją kocha? Mniamałyga jest porywczy, ma swoją pasję. Często przeklina, jest złośliwy, ale wspaniale przytula.
Żaberzwłok, to kumulacja wad Alicji. Jej głupiego przywiązania, naiwności, daru wybaczania, który kiedyś ją do grobu zaprowadzi. Jak w filmie, może kiedyś się z nimi pogodzi, zaakceptuje je, lub w sobie zmieni, tego nie wiem.
Skazeusz, to kompleksy Alicji. Ciągną się za nią, mimo iż nikt inny ich nie widzi, prócz niej. 
Kot z Cheshire, jest seksowną kobietą, która często kusi Alicję. Poznali się dawno temu podczas gorszych dni. Świetnie się dogadują, uśmiech kota, jest uśmiechem pięknym.
Dyludi i Dyludam, różne płcie, kto jest kim? Dwa wariaty bliskie Alicji, często przeskrobią i mają swoje za plecami, ale przyjaźnią się z nią, a ona z nimi. Ona wariatka, lubi ostre przedmioty i chorą muzykę, on trochę bardziej rozważny, lecz często ulega jej urokowi. Alicja uwielbia, jak to w filmie Królowa Kier powiedziała "swoich grubasów", mimo iż wcale otyli nie są. 
I na koniec - Czerwona Królowa, Królowa Kier. To każda katastrofa Alicji. Każde potknięcie w życiu, każda osobista tragedia przybrała kolor czerwony i zmieniła się w tę "kobietę". 
-.



wtorek, 9 września 2014

nie wiem nie wiem nic.

Oczywiście jesień nigdy nam nie służy. Z tego jakże wspaniałego powodu, siedzę od wczoraj chora. Cały dzień spędzony w łóżku, nawet krótka myśl nienawiści. Co do czego, spytacie? To przecież tylko przeziębienie, kilka dni i będę jak nowa, o co może jej chodzić.
Niedawno weszłam na aska panienki Mari, oto jej odpowiedź, którą potwierdzam, która mnie zainspirowała do opowiedzenia o tym tutaj.

Jakże niesamowicie prawdziwe. Wy może nigdy o tym nie myśleliście. A ja dość często, jak bardzo potrafię nienawidzić ciała, nienawidzić fizyczności. Jak bardzo skręcam się, wiję i dyszę, będąc w tym zamknięta, nie móc się ruszyć, uwolnić, to jak kajdany, jak wielka, ciężka kula u nogi. Podzielam zdanie panienki Mari. Umysł może być tak piękny, przecież wygląd to tylko opakowanie do wspaniałego prezentu, jakim jest ludzkie wnętrze. 
Uwielbiam ludzkie oczy. Uwielbiam męskie dłonie. Uwielbiam kobiece kształty. Męskie brzuchy. Uśmiechy. 
Ale mimo pięknej fizyczności, mimo czerpania z tego przyjemności, czymże to jest w stosunku do naszych głów? 
Nasze czasy, mimo wszystko, jakże pustymi się stały. Gdzie ludzi ocenia się po wyglądzie. Zaciera się powaga wypowiadanych słów i naszych poglądów. Rozumiem, ludzi przyciąga ciało, to widzą, to ich pierwsze interesuje. Mówię tu o tak zwanych "typowych". Pierwsza moja myśl, to program, gdzie są mocno wyeksponowani - "Warsaw Shore". To skupisko iście pustych, iście zepsutych ludzi, dla których liczą się wartości, które nawet wartościami nie powinny być nazwane. 
Co by było, gdyby pozbyć się ciała, byśmy stali się naszą psychiką? Nieskończoną, wolną, nieograniczoną? Co "typowi" pokazaliby po sobie? 
Nic, oto odpowiedź. Nic. 
Widzę ich jako małe, słabe, ciche żyjątka. Nie interesujące nikogo, kompletnie nikogo.
Ale pomińmy ten temat.
Po prostu zastanówcie się i spróbujcie zrozumieć. Tylko tyle chciałam Wam powiedzieć, przekazać. 
Jak bardzo można się czasem męczyć ze swoim słabym, ludzkim ciałem. Dopadła mnie choroba. Męczy, utrudnia działanie. To nieważne, że tak bardzo chcę wstać, wyjść, siedzieć w szkole, żyć, gdy dyszę jak pies, po zejściu z mojego łóżka. Tego nienawidzę.
-.
To tyle, wstawiam jeszcze zdjęcie.
"Ze spotkania na spotkanie jesteś coraz piękniejsza."

-.

Proszę, niech to uderzy mnie w głowę. Niech zabłyśnie, zalśni, mignie przed oczami. I mimo, że tak pięknie mówisz o miłości, do końca marnego życia już zostaniemy sami.
Wiem, wiem, samotność. Skazani jesteśmy na nią. Właściwie, czemu ten kto najpiękniej mówi o miłości, tak wiele bólu przeżył?  Gdzie to szczęście?
Szczęścia nie ma. Wyblakło. Niczym kartka pełna wspomnień. Jeśli chcesz podaruję Ci jego ostatni promień. Niosący nadzieję, że nadejdą lepsze dni. Jedyną odpowiedzią dzisiaj jesteś Ty.
Więc kłaniam się nisko, dzisiaj poddam się Twoim urokom i czarom. Proszę, jestem dziś Twoją, jestem odpowiedzią.
Raczej pytaniem, zagadką..

Nie jestem trudna, wystarczy odpowiednie pytanie. Konkretne pytanie, konkretna odpowiedź. Tak jestbyłobędzie ze mną.
Żegnam, dobranoc. Życzę miłej nocy. Niech Cię słodycz snu ogarnie, kiedy tylko zamkniesz oczy.
Jakże niesamowicie bym chciała. Życzę tego również Tobie. Dobranoc.


-.


Czy tak bardzo lubię być czarowana słowem..? Pamiętaj o skupianiu się na czynach, słowami można mamić, czarować, pamiętaj, pamiętaj, Paulinko.


poniedziałek, 1 września 2014

Musiałem ją nieraz prosić, żeby nie wstydziła się swojego ciała. Zawsze z lękiem spoglądała, czy na nią patrzę, kiedy się rozbierała. Zawsze było:- Zgaś światło.- Dlaczego? - Zgaś, proszę cię. - Ale dlaczego? - Nie rozumiesz? Nie rozumiałem. Nie podejrzewała zapewne, że gdy patrzyłem na nią, jak się rozbierała, czułem coś takiego, jakbym stawał się bogatszy o wszystkie jej obolałości, o jej cierpienia, o jej przemijanie. Też wiele przeżyłem, lecz nie było to dla mnie takie ważne, jak to, czym ona była naznaczona. Nie, nie o to chodzi, że współcierpiałem z nią. Czy zresztą miłość potrzebuje współcierpienia? Chodzi mi o to, że odczuwałem jej istnienie jako moje istnienie. Pyta pan, co to znaczy? To, że jakby pan całe brzemię czyjegoś istnienia pragnął wziąć na siebie. Jakby pan pragnął tego kogoś w ogóle zwolnić z konieczności istnienia. Jakby pan pragnął za tego kogoś także umrzeć, żeby on nie musiał doświadczać swojego umierania. A to coś innego niż współcierpienie, jak się je na ogół rozumie. Na samą taką, choćby wyobrażoną, możliwość czułem, że chce mi się znowu żyć. Mówi pan, że to niemożliwe. Możliwe, że niemożliwe. Tylko wobec tego co powinno być miarą miłości? Jeśli pod tym nic nie znaczącym słowem pan i ja to samo byśmy rozumieli? Według czego mielibyśmy ją odczuwać? Według pożądania ciała? Ciało ma swój kres i dużo, dużo wcześniej, nim śmierć przyjdzie.
~Wiesław Myśliwski - "Traktat o łuskaniu fasoli".