środa, 8 kwietnia 2015

Wiecie. Zawsze podziwialam milosc staruszkow. Ale taka milosc kompletnie bezwarunkowa, dojrzala. Ludzie czesto sie kloca, wyzywaja, rzucaja talerzami. Przeklinaja, placza i rwa wlosy z glowy. Ale jak wazny jest ten moment, gdzie mimo nie odzywania sie do siebie nadal tak uwazany na te druga osobe? Gdzie mimo deszczu, nachylamy parasol w strone ukochanego/nej, tylko po to, by nic jej nie bylo? To chyba jest wlasnie to.
Mozemy wszystko, a nadal bedziemy. Nie ma miesiac, dwa, czy rok. Na tak dlugi okres czasu, gdzie nie bedziemy potrzebowali niczego i nikogo innego. To mnie zachwyca. Zachwycaja mnie czyste uczucia, kompletnie bezwarunkowe i przede wszystkim dojrzale.
Moge sie juz nazwac niespelniona romantyczka?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Cześć, przyszłam się pożalić.
Dlaczego to wielkie gówno musiało mi wyrosnąć pod ustami. Muszę go jakoś nazwać.
I muszę umyć włosy, no. Nie chciała mi się załączyć ciepła woda, myślałam, że korek ujebię.
Oglądam film, jakiś o wampirach, ale naprawdę fajowy.
No i mi źle, ale wiecie, to już taka norma jest.
Muszę bardzo nauczyć się panować. Nie dawać ponieść niepotrzebnym rzeczom.
Bardzo dałam się temu wszystkiemu zniewolić. Nachyliłam swój kark na to wszystko i grzecznie przyjmuję ciosy.
Wolno stawiamy kroki, szybko rzucamy urok.