Interesujące. Gdyby tylko moje życie było na tyle ciekawe, pełne przygód, ludzi, czegokolwiek co jest właśnie interesujące, to może mogłabym nawet napisać o nim książkę. Tymczasem, stety niestety, wcale takie nie jest. Jest za to problematyczne, uciążliwe i pełne mojego przywracania oczami. A kto by chciał to czytać? Jak miałabym stworzyć piękne i szczęśliwe zakończenie, skoro jeszcze go nie ma, a droga nie jest usiana różami? Naprawdę lubię pisać. Czuję satysfakcję dzięki moim myślom i łatwością, z którą potrafię przechylić moją głowę i wylać prawym uchem słowa, które mam. Tylko po cholerę mi to wszystko. W mojej książce byłoby tysiące narzekań. Na to co mnie boli, na problemy z główką, na cholernych ludzi, którzy potrafią być tak dziko chujowi. Ludzie nie chcą czytać o kłopotach bez rozwiązań. Chcą prostych i dokładnych wskazówek - schudnij już w tydzień! Ten jeden trik pomoże Ci pozbyć się [wstaw coś, czego chcesz się pozbyć]! Oszukała lekarzy, sprawdź jak [zrobić coś, co "oszukało" wszystkich lekarzy]!
No a ja nie mam żadnego złotego rozwiązania na to wszystko. Jeśli bym miała, to pewnie byłabym przeszczęśliwym człowiekiem, z milionami na koncie, mieszkając na Malediwach. And guess what, mieszkam w Częstochowie i jestem cholernie biedna. Moja sytuacja nie jest w sumie jakoś specjalnie tragiczna, mam tego świadomość. Bywa kiepsko, ale tak czy owak daję sobie radę. Tylko czasem moja głowa na to nie pozwala. Otóż dzień w dzień walczę ze sobą. To nic nowego, obecnie jest to nawet popularne. Choroby i takie tam. Ja nawet nie wiem co mi dokładnie jest. Chciałabym znać nazwę. Tak jak z fizycznymi chorobami, masz przeziębienie - bierzesz witaminy, masz grypę - żresz Gripex, wykryto u Ciebie raka - katujesz się chemioterapią. A jedyne co obecnie mam, to co tygodniowe wizyty u kogoś, kto po prostu słucha mojego pierdolenia i stara się mi wytłumaczyć z czym mam problem i czemu dzieje się właśnie tak. To serio męczące. A ja i tak jestem ciągle zmęczona.
Liczę trochę na nadzieję. Na to, że poprawi się jak wyjdzie słońce. Że będzie lepiej, jak dostanę leki. Obecnie pozostaje mi tu trwać, pisać, rysować, oglądać (co robię już nałogowo) i czekać na decyzje innych. W tym cholernej pogody.
wtorek, 3 kwietnia 2018
środa, 14 marca 2018
zapomnieni
gdy o tym myślę, od razu zaciska mi się gardło i próbuję nie płakać
mając w głowie ramę z nitkami, na których były Wasze zdjęcia
mając w głowie każde możliwe wspomnienie z Wami
wyjazdy, podróże, siedzenie w aucie, palenie papierosów
lekcje, rozmowy, ciche śmianie się, czy przytulanie każdego z Was
to tak dziko bolesne dla mnie jak wszyscy się rozeszliśmy
jak zapomnieliście, jak znaleźliście sobie nowe życia i nowych ludzi
zastępczych, zamiennych w moje miejsce
widzę na różnych stronach co teraz robicie
ale to nie to samo co być obecnym w Waszym życiu
każdy z tej ramy nadal jest kimś, kogo darzę ogromnym uczuciem
i tęsknię strasznie za Wami wszystkimi
nigdy nie zapomnę Waszych uśmiechów
ale ile tak naprawdę z Was jeszcze stracę?
mając w głowie ramę z nitkami, na których były Wasze zdjęcia
mając w głowie każde możliwe wspomnienie z Wami
wyjazdy, podróże, siedzenie w aucie, palenie papierosów
lekcje, rozmowy, ciche śmianie się, czy przytulanie każdego z Was
to tak dziko bolesne dla mnie jak wszyscy się rozeszliśmy
jak zapomnieliście, jak znaleźliście sobie nowe życia i nowych ludzi
zastępczych, zamiennych w moje miejsce
widzę na różnych stronach co teraz robicie
ale to nie to samo co być obecnym w Waszym życiu
każdy z tej ramy nadal jest kimś, kogo darzę ogromnym uczuciem
i tęsknię strasznie za Wami wszystkimi
nigdy nie zapomnę Waszych uśmiechów
ale ile tak naprawdę z Was jeszcze stracę?
niedziela, 21 stycznia 2018
spytałam skąd te potrzeby i nienasycenie sobą
mimo nawyków godnych papużek z bajek
skąd strach jego dorosłością i radością z obowiązków
skoro zawsze wszystko potrafi ustabilizować
skąd zazdrość i słabości gdzie tupię nogą żenując sama siebie
mimo zaufania i cierpliwości w tłumaczeniu mi jak co działa
jak to jest, że zasłania mnie swoją kurtką przed lodowatym wiatrem
jak to jest, że przypomina mi o braniu leków i wysypianiu się
jak to jest, że mnie karmi, przekłada lekarskie wizyty za mnie
podczas gdy ja każę mu zapinać kurtkę
ja poprawiam jego błędy w pisaniu
ja przypominam o chodzeniu do urzędów
ja wiem gdzie trzyma dokumenty
początek zbalansowania
a on nadal chce mnie słyszeć
i nadal chce na mnie patrzeć
nawet wtedy, gdy mam za dużo wody w ustach
wypływa mi ona przez zęby, gdy staram się ładnie uśmiechnąć
mimo nawyków godnych papużek z bajek
skąd strach jego dorosłością i radością z obowiązków
skoro zawsze wszystko potrafi ustabilizować
skąd zazdrość i słabości gdzie tupię nogą żenując sama siebie
mimo zaufania i cierpliwości w tłumaczeniu mi jak co działa
jak to jest, że zasłania mnie swoją kurtką przed lodowatym wiatrem
jak to jest, że przypomina mi o braniu leków i wysypianiu się
jak to jest, że mnie karmi, przekłada lekarskie wizyty za mnie
podczas gdy ja każę mu zapinać kurtkę
ja poprawiam jego błędy w pisaniu
ja przypominam o chodzeniu do urzędów
ja wiem gdzie trzyma dokumenty
początek zbalansowania
a on nadal chce mnie słyszeć
i nadal chce na mnie patrzeć
nawet wtedy, gdy mam za dużo wody w ustach
wypływa mi ona przez zęby, gdy staram się ładnie uśmiechnąć
Subskrybuj:
Posty (Atom)