wtorek, 24 lutego 2015

Cześć i czołgiem!
Byłam dzisiaj w Łodzi, na wycieczce w Szkole Filmowej. Przyjechaliśmy, ja oczywiście spałam w autokarze - który nawiasem mówiąc, był tak szalenie niewygodny, że nie miałam siły wstać i byłam bardziej zmęczona niż nad ranem. Na radosny początek, kolokwialnie mówiąc, przyjebałam łbem o sufit autokaru. Mój szanowny historyk mnie wyśmiał i kazał się nie zabijać...

Wchodząc do szkoły, co chwila mijaliśmy panów hipsterów - tego nie da się inaczej określić. Naprawdę przystojni, większość miała zarost, okulary, chustki, różne hipsterskie stuffy.

Chodziliśmy wszędzie oglądając wystawy, oraz scenerie filmowe. Wcale nie rozwaliłam im kanapy.

Tutaj zdjęcia z sali, w której mogliśmy obejrzeć trzy filmy produkcji absolwentów i nie tylko, tejże szkoły.

Wróciliśmy ledwo do autokaru i pojechaliśmy do Częstochowy. Droga powrotna była katorgą, ze względu na resztę uczestników, która kurewsko dość mocno się upierdoliła pozwoliła sobie na spożycie alkoholu. Wytrzymałam słuchając muzyki. Wysiedliśmy, porozmawiałam chwilę z Małą Mi i poszłam na autobus. W domciu mami zrobiła mi jeść. Marzę teraz jedynie o gorącym prysznicu, szybkim dotlenieniu płucek i położeniu się pod kołdercią.
Dobranoc, pyśki.