Dawno nie pisałam, weny brak, więc nie będę tutaj śmiecić. Wczoraj zobaczyłam miasto, które pobiło wszystkie inne w których byłam. Już dwa razy w Krakowie byłam, ale ten wyjazd pobił inne na głowę.
Wcześnie rano wbił Marek, szybko się ogarnęłam, wybiliśmy na próbę. Wcześniej zamiast papierosów kupiłam sobie figurkę Rarity, kucyka. Tam siedziałam kilka godzin łażąc z góry na dół, słuchając jak im idzie i czytając książkę na dworze. Słoneczko pięknie świeciło, pogoda dopisywała. Po próbie zaczęli się pakować, wbiło też kilka innych osób.
Paulina, Paulina, masz fajną dupę. ~Pędzel 2014.Spytał mnie, jak mam naprawdę na imię. I wymyślił dla mnie wierszyk.
Dojechałam z Frajerem i Markiem do domu tego pierwszego. Bawiłam się z rybką, jadłam gołąbki i poznałam jego dziewczynę, Anię. W końcu zabraliśmy się i pojechaliśmy do Krakowa. Trochę spałam, leżąc głową na ramieniu Marka. Jak dojechaliśmy poszliśmy wszyscy na kebaba do Shisha baru, w stylu typowo hinduskim. Wszędzie wielkie poduchy, muzyka, mega klimat. Udało nam się - zaraz na przeciwko baru był nasz pub. Długie schody, taras. Bardzo mi się spodobał.
Sam koncert był niezły, Ojszczane Mury grały - dla mnie - całkiem fajnie. Nadal uważam, że Baryła rozjebał wokal, mega. Najlepsze, że nie wypiłam prawie nic. Duma rozpiera, he. Swoją drogą. Mam crush na Artystę. Nic, shh. Nic nie było.
Poznałam Jezusa, zaczęłam wierzyć. Wymieniałam uśmiechy, przytulałam obcych ludzi, macałam czyjeś irokezy, śmiałam się ze wszystkimi, robiłam ludziom pieczątki, patrzałam na przystojnych (przystojnego, lel) ludzi, oglądałam z bezpiecznej odległości pogo.
Poznałam masę ludzi, świetnych ludzi.
Chcę znów tam wrócić. Wiem, że wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz