Jak widać, na wieczorek humor się popsuł, a był niezły. Rano wyszykowałam się w kilka minut, bo Marek zrobił mi wjazd na chatę. Poszliśmy się przejść, zapalić. Pojechał do Pięknej. Ja wróciłam, zjadłam obiad. Wbiłam do busa i na próbę do Dziury. Pograli, pojedliśmy, zrobiłam ciapciakom kawę w filiżance. Następnie znowu bus i na miasto z Dziurą i Baryłą. Najpierw Meta i radosne granie na basie według mnie, czyli wsadź telefon między struny i słuchaj tego brzmienia. Przy piciu zawsze człowiek się otwiera, mogłam pogadać sobie spokojnie z Baryłą. Dostałam od niego bluzę i kostkę, mam ją teraz przy naszyjniku, cudowna. Później szybka zmiana miejsc i wbiliśmy do Stacha. Wyszliśmy zapalić, ja podreptałam do domu. Kolacja to butla wody cytrynowej i ciastka z czekoladą.
---
lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
w niej zbiega się mój szczyt i moje dnożeby móc być sobą, zakląłem krąg samotności, banicji
-.
ani słowa
tylko kulka w łeb
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz