piątek, 22 sierpnia 2014

Słodkich snów, coś się stało? Nic, no tak.
Zapomniałam, że ja nocek zarywać nie mogę. Jestem później trupem przez następne dwa dni, niestety. Impreza u Marka jak najbardziej na tak. Zgonujący Karol, cały pomalowany, nawet na brzuchu. Śpiący, a na nim dwa krzesła, kosz z drewnem, piwa, kapsle, szczotki, świece, czyli co mam pod ręką, to położę na nim. Było naprawdę świetnie. Zaczynając od śpiewania happysadu z Anią na dworze, kończąc na wyginaniu widelców i skręcania ich wokół siebie. Powrót też niezły i takie tam. Marek udowodnił, że mięso dobre potrafi zrobić. I, że nie powinien dużo pić, zachowywał się jak. Dziecko. Dosłownie.
Spałam (czyt. leżałam i słuchałam wrzasków) od godziny 4:00 do 5:00, później miałam wjazd do pokoju, który zmusił mnie do szybkiej ucieczki. Leżałam jeszcze koło 9, a tak, licząc ogółem, byłam 42h na chodzie, bez snu, ugh.
Teraz lekko się pomaluję i lecę na miasto, koło 15 idę spotkać się z Odmieńcem.
Miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz