----
Boli mnie głowa. Byłem wczoraj z Markiem i Ciastkiem się przejść, mimo iż chciałem odpoczywać. No ale cóż. Poszliśmy robić zdjęcia w opuszczonym budynku - cudownie tam było. Chłopaki ustawiali butelki i rzucali w nie jakimś gruzem. Później schodziliśmy po kolei na dół, po piętrze, obchodząc wszystko. Odprowadziliśmy kawałek Ciastka i Marek kupił najlepsze żarcie w całym świecie. ;_;
Pojechaliśmy do Dziury na próbę i odzyskałem kapelutek. Nie działa? Wbij w to widelec, zadziała.
Dzisiaj byłem u cioci, sprzątać. Bo za tydzień robię 18stkę "rodzinną".
W tle leci Die Antwoord. -ciężko wzdycha-
Chcę iść zapalić, napiszę do Pozy. Jakoś tak ciężko.
Ah, no tak, tak to już bywa, jak pozwoliłem dopuścić do siebie to, że jestem kochany i sama kocham.
Pamiętaj, Paulinko, to kruchy lód.
Ubrałem misia w Jego bluzkę. Śpię wtulony w niego. List wyślę we wtorek.
---
Macie random foty, jakieś nie wiem skąd.
♥
Byle szybko opisać swój sen!
Śniło mi się ze wyjeżdżałem z domu Sat. Jechaliśmy do Niemczech. Pożegnaliśmy jej rodzinę - uściski i takie tam. No i byliśmy spakowani. Zabieramy się do auta, było ładne, białe i opływowe. W domu jeszcze martwiłem się o koty, żeby miały jedzenie i żeby nie uciekły. Jeden siedział w misce, drugi pałętał się w piwnicy. Wsiedliśmy do auta, ja prowadziłem. Zaczęło padać. Zgubiliśmy się, jechałem przez jakieś dziwne apartamenty z wieloma oknami, gdzie wcale auto nie ma prawa się zmieścić. Dojechaliśmy na stację benzynową. Zamówiłem kawę i czekoladę, ale Sat gdzieś mi zniknęła. Jakiś koleś z czarnymi oczami się do mnie przystawiał. Przestał, gdy zauważyłem, że automat się trzęsie - zacząłem mówić egzorcyzmy i przestał. Następnie ta stacja zmieniła się w bibliotekę, latającą, tysiące metrów nad ziemią, wręcz zaraz pod chmurami. Na ladzie stały tam naklejki ze Supernaturala, bardzo się ucieszyłem i zacząłem je wyciągać i zbierać. W tej bibliotece było bardzo dużo demonów. Spotkałam Sama i Deana, a Sat wróciła. Zaczęłam zabijać demony nożem Ruby (Ci co oglądają wiedzą), walczyliśmy z nimi. Potem pod wyjście podleciał nasz samochód, latał. Reszta wsiadła do auta, ja zabiłam ostatnich demonów i odlecieliśmy razem.
Śniło mi się ze wyjeżdżałem z domu Sat. Jechaliśmy do Niemczech. Pożegnaliśmy jej rodzinę - uściski i takie tam. No i byliśmy spakowani. Zabieramy się do auta, było ładne, białe i opływowe. W domu jeszcze martwiłem się o koty, żeby miały jedzenie i żeby nie uciekły. Jeden siedział w misce, drugi pałętał się w piwnicy. Wsiedliśmy do auta, ja prowadziłem. Zaczęło padać. Zgubiliśmy się, jechałem przez jakieś dziwne apartamenty z wieloma oknami, gdzie wcale auto nie ma prawa się zmieścić. Dojechaliśmy na stację benzynową. Zamówiłem kawę i czekoladę, ale Sat gdzieś mi zniknęła. Jakiś koleś z czarnymi oczami się do mnie przystawiał. Przestał, gdy zauważyłem, że automat się trzęsie - zacząłem mówić egzorcyzmy i przestał. Następnie ta stacja zmieniła się w bibliotekę, latającą, tysiące metrów nad ziemią, wręcz zaraz pod chmurami. Na ladzie stały tam naklejki ze Supernaturala, bardzo się ucieszyłem i zacząłem je wyciągać i zbierać. W tej bibliotece było bardzo dużo demonów. Spotkałam Sama i Deana, a Sat wróciła. Zaczęłam zabijać demony nożem Ruby (Ci co oglądają wiedzą), walczyliśmy z nimi. Potem pod wyjście podleciał nasz samochód, latał. Reszta wsiadła do auta, ja zabiłam ostatnich demonów i odlecieliśmy razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz