Napisałam to rano. Nie wiem czemu, z jakiego powodu. Ale powstało coś takiego. Obecnie nadal siedzę w górze od piżamy. Poszłabym się chętnie przejść. Nie robiłam nic konkretnego, prócz obejrzenia odcinka Catfish i oczywistego rozklejenia się. Zawsze, ale to zawsze wciągam się w materiały. Teraz trochę się pomaluję i ubiorę. Później chciałabym jechać po statyw do Natga.
Dlaczego po czyjejś śmierci marnujemy czas na pogrążanie się w smutku, podczas gdy moglibyśmy robić coś bardziej konstruktywnego?
Bo czujemy żal. Nie możemy się pogodzić z myślą, że kogoś straciliśmy, że ten ktoś nie żyje i go więcej nie zobaczymy. Zależy oczywiście jak bliska była nam ta osoba. Ostatnio zmarła moja pani od podstaw przedsiębiorczości z powodów zdrowotnych. Byłam pewna, że w kolejnym roku wróci, była świetną nauczycielką. Pomagała mi i mrużyła oczy na moje wariactwa. A tutaj, boom, stało się, ona już więcej nigdy nie będzie uczyła. Przejęłam się tym, to oczywiste, ale nie siedzę w kącie i nie płaczę, tylko dalej żyję. Nie była mi bliską osobą, mimo to ciężko mi było dopuścić do siebie tą wiadomość. To trudne.
Nie uważam to za marnowanie czasu, pogrążanie się w smutku, a jedynie swoją własną, osobistą żałobę. Gorzej było ze mną, gdy zmarł mój dziadek. Teraz mało co pamiętam, było to sporo lat temu. Mama i tata wrócili ze szpitala, ze łzami w oczach. Siedziałam ja, brat i mama, wszyscy się przytulaliśmy i płakaliśmy. Na pogrzebie starałam się dużo nie płakać, przecież dziadek by tego nie chciał. Opisałam w pamiętniku to jak się czułam, by pamiętać. Głosu nie pamiętam. Tylko pojedyncze szczegóły. Jak ubierał w lato białe podkoszulki i szelki. Jak łapał mnie za dłoń, moją malutką, jego ogromną. Jak kochał zwierzęta, tą miłość mam po nim. Jak chrapał, gdy spał. Jak jadał śniadanie przy stole, robił wielkie kromki chleba z białym serem. Jadł je na raz, ja na duże trzy gryzy. Jak pomagałam mu się golić, z wiekiem coraz częściej się zacinał. Brałam specjalny biały kamień i tamowałam krew. Na początku przerażona, że to będzie bolało, później już wyćwiczyłam rękę. Jak ubierałam go we wszystko co znalazłam, od kapeluszy, poprzez szale mami. Brakuje mi go. Był dobry, ciepły, a jednocześnie potrafił panować nad wieloma rzeczami. Tęsknię za nim, bardzo.
Nie uważam to za marnowanie czasu, pogrążanie się w smutku, a jedynie swoją własną, osobistą żałobę. Gorzej było ze mną, gdy zmarł mój dziadek. Teraz mało co pamiętam, było to sporo lat temu. Mama i tata wrócili ze szpitala, ze łzami w oczach. Siedziałam ja, brat i mama, wszyscy się przytulaliśmy i płakaliśmy. Na pogrzebie starałam się dużo nie płakać, przecież dziadek by tego nie chciał. Opisałam w pamiętniku to jak się czułam, by pamiętać. Głosu nie pamiętam. Tylko pojedyncze szczegóły. Jak ubierał w lato białe podkoszulki i szelki. Jak łapał mnie za dłoń, moją malutką, jego ogromną. Jak kochał zwierzęta, tą miłość mam po nim. Jak chrapał, gdy spał. Jak jadał śniadanie przy stole, robił wielkie kromki chleba z białym serem. Jadł je na raz, ja na duże trzy gryzy. Jak pomagałam mu się golić, z wiekiem coraz częściej się zacinał. Brałam specjalny biały kamień i tamowałam krew. Na początku przerażona, że to będzie bolało, później już wyćwiczyłam rękę. Jak ubierałam go we wszystko co znalazłam, od kapeluszy, poprzez szale mami. Brakuje mi go. Był dobry, ciepły, a jednocześnie potrafił panować nad wieloma rzeczami. Tęsknię za nim, bardzo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz