Dobrze, że dzisiaj piękne słoneczko świeci. Siedzę przy otwartym oknie, ktoś kichnął. Znowu. Na zdrowie?
Byłam wczoraj z Pozytywką na randce, wzięłam ją do kina na film "Lucy".
Już pisałam o nim na asku, więc po prostu wkleję moją recenzję.
~Początek - oczywiście milion reklam, ale najważniejsze, czyli film. Zaczyna się dość szybko i na temat. Dobre wprowadzenie, kilka słów na temat ludzkości, powstawania. Poznajemy dziewczynę, dość młodą blondynkę, oraz jej znajomego. Ma za zadanie jedynie podanie walizki z kilkoma dokumentami, jakimiś planami. Wchodzi do hotelu, prosi odbiorcę paczki do siebie. Tutaj zaczyna się akcja. Dziewczynę zgarnia mafia, zabiera do pokoju. Nic nie tłumaczą, jedynie rozkazują. Główna bohaterka przedstawia się jako Lucy. Ona i kilka dodatkowych osób mają przemycić narkotyki. Nie wszystko idzie zgodnie z planem, nie z własnej woli dziewczyna przyjmuje dawkę, która teoretycznie powinna ją zabić. W międzyczasie dowiadujemy się, że człowiek wykorzystuje 10% mózgu. Jedyne stworzenie, które wykorzystuje więcej to delfin (20%). Z kolejnymi aktami filmu pokazane są zachowania i podróże Lucy, której wykorzystanie mózgu zwiększa się wraz z upływającym czasem.Film dla mnie jest naprawdę, wspaniały. Daje trochę do myślenia, co tak naprawdę mamy w głowach, jak z tego korzystamy, jak to wszystko działa. Polecam, Chochlik.UEUEUEUEUEOUOUOUOUOUUUUU~.
Później, po filmie skubnęłam jeden plakat, nie wiedziałam, że tak można, a to wspaniałe. Zdjęłam stary kalendarz i powiesiłam nową zdobycz.
Ja spadam, czas umyć włoski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz