wtorek, 31 marca 2015

Pada śnieg. Mamy 31.03, zaraz kwiecień. Smętne spoglądanie za okno mi nie pomaga. Widzę jedynie poszczególne krople deszczu na szybie i katastrofę, która odbywa się na dworze. Siedzę cała powyginana, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Dodatkowo chrypię i szumię, pozbywając się głosu przez ból gardła. Ciężko wzdycham, bo cholerne programy do obróbki zdjęć tną się jak nastoletnie emo. Rozsiadam się wygodniej i zasuwam roletę. Za żadne skarby nie chcę na to patrzeć. Zaczyna mnie boleć głowa, na twarzoksiążce zostawiam tylko jedno okienko rozmowy otwarte. Dzisiaj mnie nie ma, dzisiaj hibernuję. Obudziłam się na słoneczne dni, czekam na nie znowu. Taki kompletny brak ochoty. Miałam iść się spotkać ze znajomymi, ale chyba odpada. Nie wyjdę z własnej woli na ten koniec świata. Deszcz się ze mną zgadza, nawalając w parapet jak opętany. Ubrudziłam trochę myszkę nutellą. I muszę wziąć leki.
Albo obejrzę bajkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz