poniedziałek, 16 stycznia 2017





-----

Kolejne starocie, tym razem moje.

-----

Ten dzień w sumie nie powinien istnieć. Znowu musiałam wziąć "wolne", bo nie dałabym rady i głupia, mam wyrzuty sumienia. Jakby to była szkoła, a nauczyciel miałby być zawiedziony, że nie przyszłam na poprawę. Pobudka po 5, bo musiałam iść do lekarza. Pierwsza wizyta u tego typu specjalisty w Poznaniu, bo potrzebowałam leków. Ja się cholernie boję lekarzy. M ze mną poszedł, czaicie? Wstał po tej 5 tylko po to, żeby mi pomóc. Tak bardzo nie dawałam sobie rady, że co chwila rzygałam w krzakach. A on spokojnie czekał, trzymał mnie za rękę i sprawdzał czy nie jedzie nasz tramwaj, bo przesiadek było aż trzy. Za dwa tygodnie mam się znowu pokazać po wyniki badań. To będzie 30.01. No i tutaj, halo, miałam iść tylko po leki? Ano miałam, ale lekarz w sumie stwierdził, że mnie zbada. Jak to M powiedział, lepiej mieć badania niż ich nie mieć. Tu jestem średnio przekonana. Lekarz rzucał niemiłymi tekstami i był bardzo mało delikatny. Jeśli robisz mi jakieś badanie to musisz mieć moja zgodę. On jakoś nie spytał, po prostu odjeba* swoją robotę. Wyszłam pełna żalu i do tej pory jest mi cholernie przykro. Jedyny plus to to, że mam cholerną receptę. 
Później wcale nie czułam się lepiej. Nienawidzę tego uczucia, gdzie myślisz, planujesz co zrobisz, jak będzie, wszystko jest okej, ale nagle widzisz na czarno. Jest po prostu źle. Gdzie brak Ci sił, chęci, po prostu płaczesz. A przecież powodu nie masz żadnego.
Obecnie siedzę z muzyką, w nowym szaliku, spoglądając na Pana Jacka i czekając aż M odpisze, bo jest na wykładach. 
Chyba zacznę wreszcie sprzątać.
Zostawiam tylko nowe zdobycze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz