sobota, 27 sierpnia 2016

Dzień z życia kelnerki, czyli jak zamawiać.



Dzień z życia kelnerki, czyli jak zamawiać.


Otóż jako osoba już pracująca dorwałam posadę kelnerki, kasjerki i w sumie to sprzątaczki w jednym. Chciałabym tutaj dodać kilka raz dla Was, klientów, które sprawią, że nasza praca będzie o wiele lżejsza.
Na początek samo wejście do lokalu. Podam za przykład bar, bo pracuję również na zmianę w restauracji. Wchodzisz, idziesz do kasy, zamawiasz. To jak to robisz również jest bardzo ważne!

1) Kulturka przez duże ka.
Samo dzień dobry jest naprawdę miłe. Nie oczekuj, że kelnerka będzie uśmiechnięta i jeszcze się ukłoni na Twoje wejście. Zawsze miło się uśmiecham, odwdzięczam kulturą, jeśli ktoś miło mnie powita. 
Bar: Podchodzisz do mnie, składasz zamówienie (punkt drugi).
Restauracja: Zapraszam Cię do stolika, daję menu i daję Ci czas na przemyślenie co chciałbyś wszamać.

2) Twoje zamówienie. 
Ja rozumiem, że ktoś może się spieszyć i wtedy trajkocze i jedynie CHCE. 
Bar: Hej, ja mam przykładowo małe karteczki na których spisuję Twoje zamówienie, a jak chcesz jeszcze coś do picia, to muszę biec do lodówki i podać Ci najchłodniejsze. Mów normalnie, to, że w sekundę wszystko wykrakasz, nie znaczy, że dostaniesz je szybciej, okej? Spisuję wszystko, nalewam, podaję, muszę to wybić na kasie (a średnio działa mi numerek 3, więc kurczę niefajnie), daję Ci paragon, Ty dajesz pieniądze. ZAWSZE warto sprawdzać, czy reszta się zgadza. Też jestem człowiekiem, zdarzy mi się pomylić. A płacenie kartą? Tutaj ważność dla Ciebie - sprawdzaj, czy kwota się zgadza. Ileż to razy ludzie bezmyślnie machali kartą bez jakiegokolwiek spojrzenia na cenę... I Twoje potwierdzenie płatności. Nie chcesz go? Okej, jeden przycisk. Chcesz? Wystarczy powiedzieć, nie musisz na mnie warczeć, że TAK, JAK TO TAK BEZ POTWIERDZENIA???/// Ano tak to. Wiele klientów go po prostu nie chcę, więc zawsze pytam.
Restauracja: Wiesz co już wszamiesz? Supidupi, możesz albo mnie poprosić do stolika, albo sama Cię spytam. Nie, nie jestem na gwizdek. Nie, nie jestem Twoją służącą. Chcę pomóc, wykarmić głodny brzuszek, ale z kulturką. Podchodzę do Ciebie, oczywiście z małymi papiurkami i długopisem w kształcie tabletki. Pytam po kolei, najczęściej od mojej prawej strony, jeśli jest więcej osób. Tak jest mi o wiele łatwiej. Jeśli jesteś w grupie, nie przekrzykujcie się, poczekajcie, aż jedna osoba skończy zamawiać. I tak samo jak wcześniej. Powoli i dokładnie. Zawsze możesz mnie o coś spytać, dowiedzieć się o rozmiar, jak coś zostało zrobione, możesz sobie czegoś nie życzyć (to dotyczy się każdego baru i restauracji). Odpowiem najlepiej jak potrafię, jeśli nie będę wiedziała, pójdę się dla Ciebie dowiedzieć. 

3) Zamówiłeś - czekasz na papu.
Bar: Jeśli jest mnie osób, to od razu jak tylko gotowe, to lecę Ci je dać. Wiadomo, jedzenie powinno być cieplutkie, żeby Ci smakowało. Przy podawaniu Ci rachunku, mogę jeszcze pytać gdzie będziesz siedział. Dlatego WIELCE pomocne jest to, jak już gdzieś klapniesz i zostawisz ewentualnie jakąś swoją rzecz, bądź już zaklepiesz miejsce. Zdziwiony? No halo, przyjęłam setki ludzi, nie spamiętam każdego z twarzy. Po prostu powiedz gdzie, będzie mi łatwiej. Bierzesz na wynos? Po prostu to powiedz, ja Ci ładnie zapakuję. Bierzesz powiedzmy dwie tortille duże z kurczakiem, ale różne sosy? Izipizi, nalepnę Ci naklejkę, cobyś wiedział które Twoje. Czekasz gdzieś blisko, cobym ogarnęła, że to Ty i tyle.
Restauracja: Zawsze zapisuję stolik, bo do niego podchodzę. Zapamiętaj co wziąłeś, jak mam grupę 12stu osób i nikt nagle nie zamawiał dużej tortilli z kurczakiem i sosem ostrym, to trochę kiepsko, bo dokładnie zapisałam co i jak i nie mam czasu, żeby czekać aż wreszcie ogarniecie, że jakiś kumpel/kumpela jest mało ogarnięta i nie skojarzyła, że to jednak jej. Na wynos tak samo jak u góry, po prostu płacisz od razu i musisz sobie gdzieś przycupnąć, żebym mogła Ci to dać.

4) Niby jesz, ale kurczę coś nie halo albo halo.
Bar: Nie halo? Zawsze możesz podejść, przynieść, powiedzieć co nie tak i to wymienimy. Żaden problem, nie obrazimy się z kucharzem, przecież chcemy żebyś sobie dobrze pojadł, no nie? Ale nie halo dla nas będzie jak zjesz wszystko i nagle stwierdzisz, że w sumie to nie było dobre. Będziemy bardzo źli i nic Ci nie oddamy. Trzeba było mówić wcześniej. Bardzo halo i chcesz więcej? Pamiętaj o zasadach tego gdzie jesteś. Jeśli widzisz, że biegam z tacką, to nie znaczy, że masz prawo rzucić mi na nią hajs i krzyknąć "E, MAŁA, POLEJ JESZCZE BROWARKA, DUŻEGO, CO JA BYM  MAŁEGO WZIĄŁ, HEHEHSHSSSDCNSK" - nienawidzę tego. Szczerze, nienawidzę. Na takie zachowanie pozwalam sobie jedynie jak klienta już kojarzę, jest kulturalny i najlepiej jak ma odliczoną kwotę. 
Restauracja: Nie halo? To samo co wcześniej. Bardzo halo? Tutaj ja do Ciebie podchodzę i jeśli potrzebujesz czegokolwiek dodatkowo, picia, jedzenia, serwetki, talerzyka, widelczyka, czegokurczękolwiek, to ja sobie zapiszę na karteluszku i zaraz Ci to wręczę. Płacisz i tak później.

5) Masz hajs, ja spadam.
Bar: Zapłaciłeś już i tak wcześniej.
Restauracja: Nadal nie wolno Ci na mnie gwizdać, strzelać z palców, pokazywać na mnie, krzyczeć. Możesz mi pomachać, jak średnio ogarniam co i jak i POPROSIĆ o rachunek. Wtedy pędzę do kasy, nabijam Ci go i wkładam w czarną zakładkę. Nie podchodź do kasy. Serio, nie rób tego. Tylko mnie zestresujesz, bo muszę Ci to zrobić szybko, a Ty będziesz mi się gapił na ręce. Zawsze to robicie. :| Widzisz, że nawet proste liczenie robię na kalkulatorze? Słuchaj, nie każdy jest orłem z majcy, a ja jestem wręcz przeciwnie, gołębiem z upośledzeniem. To są pieniądze, nie byle co. Chcę, żeby wszystko się zgadzało, nie oceniaj. No ale dałam Ci zakładeczkę, dałam na stoliczek, Ty dajesz hajs.

6) Zmykam, spoko żarło.
Bar: Słuchaj, ja wiem, że to nie Twój obowiązek. Ale nie wiesz jak morda się cieszy, jak nie muszę czegoś sprzątać. Zjadłeś coś na plastiku? Kosz masz zaraz obok Ciebie (serio, jest ich dużo), rusz tyłek i wywal. Zjadłeś coś na talerzu? To zawsze przemiłe, jak ktoś odłoży mi to na barek. Ja to zmywam, więc będę miała o wiele bliżej, coby to wyczyścić. Chcesz dać jakiś napiwek? Skarboneczka jest na ladzie.
Restauracja: Nic nie ruszasz, ja to sprzątam i znoszę. Chyba, że płastiki, albo papier. Możesz to zrobić sam, masz dwie rączki. Mam wydać resztę? Podchodzę, biorę czarny pakiecik, a Ty nadal siedzisz. To znak, że mam Ci cokolwiek oddać. Zbierasz się i mówisz wyraźne "dziękuję"? To znak, że reszta dla mnie. I tutaj serio, nieważne czy zostawiłeś 5zł, czy 30gr. To wciąż napiwek, dodatkowe pieniądze za naszą pracę. To ZAWSZE bardzo miłe. 





Na razie to w sumie tyle, jest późno w nocy, a ja jutro muszę wstać i... iść znowu do pracy.
Cy@!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz