poniedziałek, 18 lutego 2019

kula

Jak to się stało, że zrobiłam pierdolone kółko?
Że zmieniło się cokolwiek tylko na chwilę i znów wróciłam do swego zwyczajowego stanu?
Znalazłam pracę. Na całe kilka miesięcy. Pracę z której byłam zadowolona, o której myślałam, że wytrzymam minimum rok. Tyle, że oni nie wytrzymali tyle ze mną. Zostałam zwolniona będąc kozłem ofiarnym, na którym ktoś musi się wyżyć. Nie patrząc na czyny nikogo innego, spojrzano niestety na mnie. Jestem trochę w szoku ogromem niesprawiedliwości i chęci zemsty za naplucie na mnie.
Ale co najgorsze, znów tu jestem. Śpiąc do dwunastej, siedząc do późna, oglądając filmy, a nawet i do tego nie mając za dużo serca, bo zaczęłam się czuć do granic możliwości niewystarczająca. Nic nie było moją winą, wiem. Ale moja głowa tego nie rozumie. Codziennie wpadam w panikę. Co mam robić? Czy coś znajdę? Boję się, jak mam pomagać finansowo? Czemu nikt nie odpisuje? Czemu w tym mieście możliwości do kasjerka, budowlaniec, księgowość bądź bycie studentem? Nie umiem żadnej z tych rzeczy, jak ja żałuję. Tak bardzo chciałabym ciszy, spokoju, pracy jednolitej i powtarzalnej. Powtarzam czasem, że mogłabym długopisy skręcać. Ale M powiedział, że robią to już maszyny. Więc przez serce przebiegła mi chwilowa nienawiść nawet do technologii.
Codziennie wchodzę na szukajki prac z małą nadzieją na coś magicznego, na chwilę wyrwaną jak z filmu, gdzie znajdę pracę, którą będę chciała wykonywać. Co ciekawe, ja nawet zarabiać dużo nie muszę. Ja po prostu potrzebuję zajęcia.
Nie wiem, czy kiedykolwiek tak szybko wróciłam do starych nawyków, jak za tym właśnie razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz