-----
Notkę dodaję pod zdjęciami, bo jest to jedynie wylanie żalów, których raczej nie mam komu wylać. Czy stwierdzenie, że jest prawie najgorzej będzie odpowiednie? Ale prawie, bo nie do końca. Jestem chora, chyba. Noc z piątku na sobotę spędziłam na ciągłym wymiotowaniu. Nie spałam wcale, kilkanaście godzin przepłakałam z bólu brzucha. Nadal nie wiem jaka to część ciała przestała działać. Ale nie byłam w stanie przyswoić nawet wody, czy czegokolwiek innego. Około godziny 13 M zadzwonił wreszcie na pogotowie. Odesłano mnie pod inny numer, jakaś Jeżycka przychodnia. Tam kazano wsadzić w taksówkę i przyjechać, bo oni nie mają karetek. Więc wzięliśmy Ubera i przyjechaliśmy. Zamiast zostać przyjęta od razu, kazano mi wypełniać papierki. Znowu pojawiły się problemy z moim ubezpieczeniem. Rozmawiałam o tym z mamą, mówi, że powinno wszystko być okej. Ale jednak nie jest. Lekarz zamiast wysłać mnie na badania, USG, cokolwiek, chociażby podać kroplówkę, przepisał leki na wątrobę i kazał dużo pić. NIC, nic poza tym. Wróciłam do domu, M poszedł zrobić zakupy. Ledwo dotarłam do domu. Ta noc była podobna. Bolało, prawie nie spałam. Jestem blada, zmęczona. Jest mi tak słabo, że nie daję rady wstawać z łóżka. A jutro MUSZĘ. Mam nową pracę, jutro mam podpisać umowę. Wtedy będę ubezpieczona. Ale to wciąż pobudka o 7, jakaś godzina jazdy i 8 godzin pracy. Nie jestem pewna, czy dam radę.
Wszystko się skomplikowało w piątek. Przeszłość znowu wyszła na pierwszy plan, ja znowu dowiedziałam się o innych rzeczach. Czy to wszystko jest w ogóle tego warte? Muszę iść do psychologa, ja potrzebuję pomocy, strasznie. Nie daję sobie z niczym rady sama. Podobno nazywa się to depresja i borderline. Dla mnie to dwie obrzydliwie grube postaci, pełne przeszłości, zła, szepczące za moimi plecami jak okropna i beznadziejna jestem. Nienawidzę ich.
trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno
OdpowiedzUsuńchoć wiem, że gówno to da, uh
wysyłam dużo pozytywnej energii C.
dziękuję, przyda się
Usuń