Wiecie. Zawsze podziwialam milosc staruszkow. Ale taka milosc kompletnie bezwarunkowa, dojrzala. Ludzie czesto sie kloca, wyzywaja, rzucaja talerzami. Przeklinaja, placza i rwa wlosy z glowy. Ale jak wazny jest ten moment, gdzie mimo nie odzywania sie do siebie nadal tak uwazany na te druga osobe? Gdzie mimo deszczu, nachylamy parasol w strone ukochanego/nej, tylko po to, by nic jej nie bylo? To chyba jest wlasnie to.
Mozemy wszystko, a nadal bedziemy. Nie ma miesiac, dwa, czy rok. Na tak dlugi okres czasu, gdzie nie bedziemy potrzebowali niczego i nikogo innego. To mnie zachwyca. Zachwycaja mnie czyste uczucia, kompletnie bezwarunkowe i przede wszystkim dojrzale.
Moge sie juz nazwac niespelniona romantyczka?
Nawet nie wiedziałam, że cię tu znajdę... znam cię z twojego kanału na YT. Nawet starsi ludzie się kłócą, często są tylko z sobą z przyzwyczajenia, ale oczywiście zdarzają się wyjątki ;)
OdpowiedzUsuń